AMBASADOR NIEMIEC DZIĘKUJE POLAKOM

Pomagali w drodze do wolności

Koniec minionego tygodnia obfitował w wydarzenia nierzadko wyciskające łzy z oczu zarówno Niemcom, jak i Polakom. Do Warszawy przyjechali, i jedni, i drudzy. Z Niemiec obecni byli pracownicy byłej Ambasady RFN w Warszawie oraz uchodźcy z NRD, którzy w 1989 roku szukali u nich pomocy. Zaproszono także ludzi, powiedzmy bez patosu, wyjątkowych. Zaproszono da ambasady Polaków, którzy w tym trudnym dla obu nacji czasie, w odruchu serca, bezinteresownie pomagali koczującym na ulicach Warszawy uciekinierom z NRD. Okazało się bowiem, że było ich tak wielu (łącznie około 6000), że mimo starań ambasady RFN, nie sposób było zapewnić im lokum w samej ambasadzie. To właśnie tym Polakom, oraz wielu innym, którzy w różnych częściach Polski pomagali uchodźcom znaleźć drogę do wolności, dziękował ambasador Rolf Nikel w imieniu wszystkich Niemców.

22/09/2014 20:47
Leszek Magdziarz
Odsłony: 630

Pomagali w drodze do wolności

Koniec minionego tygodnia obfitował w wydarzenia nierzadko wyciskające łzy z oczu zarówno Niemcom, jak i Polakom. Do Warszawy przyjechali, i jedni, i drudzy. Z Niemiec obecni byli pracownicy byłej Ambasady RFN w Warszawie oraz uchodźcy z NRD, którzy w 1989 roku szukali u nich pomocy. Zaproszono także ludzi, powiedzmy bez patosu, wyjątkowych. Zaproszono da ambasady Polaków, którzy w tym trudnym dla obu nacji czasie, w odruchu serca, bezinteresownie pomagali koczującym na ulicach Warszawy uciekinierom z NRD. Okazało się bowiem, że było ich tak wielu (łącznie około 6000), że mimo starań ambasady RFN, nie sposób było zapewnić im lokum w samej ambasadzie. To właśnie tym Polakom, oraz wielu innym, którzy w różnych częściach Polski pomagali uchodźcom znaleźć drogę do wolności, dziękował ambasador Rolf Nikel w imieniu wszystkich Niemców.

W piątek 19 września odsłonił on tablicę upamiętniającą wydarzenia z 1989 roku oraz wydał uroczyste przyjęcie dla osób, które w jakiś sposób brały w nich udział.

Tak się złożyło, że dane mi było uczestniczyć w tym przyjęciu. W rezydencji ambasadora przy ulicy Jazdów 12 poznałem między innymi Jürgena Sudhoffa, sekretarza stanu w zachodnioniemieckim MSZ, i byłą pracownicę ambasady. Opowiedzieli nam, jak wyglądała jazda jednym z dwóch „pociągów wolności”, które przewiozły ponad 800 uciekinierów przez terytorium NRD do RFN. Doktor Sudhoff relacjonował zdarzenia z momentu, kiedy pociąg został zatrzymany na około pół godziny. To było pół godziny grozy. Do przedziałów weszli agenci Stasi i sprawdzali dokumenty wszystkich podróżujących. Nikt nie był pewien, co czeka uciekinierów. Uchodźcy od chwili opuszczenia NRD żyli w ciągłym strachu, że zostaną złapani i odesłani do NRD, a tam przykładnie ukarani. Dlatego, w celu zapewnienia im większego komfortu i bezpieczeństwa, razem z nimi jechali dyplomaci i pracownicy ambasady. Na szczęście pociągi bezpiecznie dotarły do RFN, a fala ruchów wolnościowych wkrótce doprowadziła do upadku muru berlińskiego i zjednoczenia Niemiec.

 

Po przyjeździe do ambasady obejrzałem stojącą przed nią instalację artystyczną przedstawiającą zakratowane drzwi i dwa zarysy postaci po każdej ich stronie. Jedna z postaci podświetlona była na czerwono, a druga na zielono – symbol przejścia na wolność.

 

W samej ambasadzie zostaliśmy serdecznie powitani i po krótkim przemówieniu ambasadora, poczęstowani wyśmienitym obiadem. W elegancko urządzonym wnętrzu przystrojonym pięknymi kwiatami miło zszedł mi czas na rozmowach i sączeniu wyśmienitego wina (kelnerzy dyskretnie dbali o to, aby go nie zabrakło).

 

Na szczęście następnego ranka, podczas podróży do domu, zostałem delikatnie sprowadzony na ziemię przez funkcjonariusza Policji i rutynową kontrolę trzeźwości. Trzeźwy! – usłyszałem z ulgą.