Stronniczy przekaz o tzw. krwawej bydgoskiej niedzieli

Na Kalendarz Bydgoski czeka sie zawsze z niecierpliwością i zainteresowaniem dla pomieszczonych tam oryginalnych i odkrywczych dla dziejów regionu  tekstów. Jego wydanie datowane na rok 2015, w jednym z fragmentów, przynosi tym razem, trudne do zaakceptowania, rozczarowanie. Autor nawiązuje do wydarzeń tzw. krwawej bydgoskiej niedzieli. Umieszcza je, w szerszym kontekście, odnotowując liczne publikacje i dyskusje, zwłaszcza w obszarze kultury niemieckiej, które podnoszą kwestie wnikliwych i faktograficznych całościowych  badań nad latami II wojny.

Pojawia się tu, w relacji autora, jednostronny, by nie rzec tendencyjny przekaz, nieuwzględniający stanu aktualnych  studiów historyków  nad tym zdarzeniem, określanym jako tzw. krwawa bydgoska niedziela. Chciałoby się w tak poczytnym kompendium, jak Kalendarz Bydgoski 2015, czytać obiektywną narrację o tych bolesnych wypadkach. W naukowej historiografii funkcjonują  od  początku dwie tezy o przyczynach tzw. krwawej bydgoskiej niedzieli.  Badacze dysponują bowiem zarówno  relacjami Polaków, że to dywersja niemiecka i taką samą ilością relacji Niemców,  rodowitych bydgoszczan, którzy twierdzą coś zupełnie innego. Autor, niestety,  eksponuje jedną tezę, nie wspominając o drugiej. To musi budzić sprzeciw.

Tymczasem pogłębione kwerendy archiwalne i analizy nowych dokumentów, do których dotarł prof. Włodzimierz Jastrzębski, naukowiec bydgoskiej uczelni, wskazują, że w mieście w pierwszych dniach września  działały uzbrojone grupy cywilów. Miały one za zadanie bronić  miasta. W okolicznych wioskach blisko Bydgoszczy, w tym czasie, zginęło ponad 800  Niemców, cywili, od dziesiątków lat mieszkańców  tych terenów. Również w Bydgoszczy w pierwszych dniach września  zaczęto strzelać do niemieckich mieszkańców miasta. Badacze dokumentują pierwsze, całkowicie niewinne,  ofiary m. in. spośród miejscowych niemieckich  rzemieślników.

Wyrażamy nadzieję, że wydawcy Kalendarza Bydgoskiego, na przyszłość, jednak ustrzegą  się do podobnej tendencyjności, relacjonując skomplikowaną przeszłość miasta.

                                                                       (red.)

01/03/2015 14:56
(red)
Odsłony: 146

Na Kalendarz Bydgoski czeka sie zawsze z niecierpliwością i zainteresowaniem dla pomieszczonych tam oryginalnych i odkrywczych dla dziejów regionu  tekstów. Jego wydanie datowane na rok 2015, w jednym z fragmentów, przynosi tym razem, trudne do zaakceptowania, rozczarowanie. Autor nawiązuje do wydarzeń tzw. krwawej bydgoskiej niedzieli. Umieszcza je, w szerszym kontekście, odnotowując liczne publikacje i dyskusje, zwłaszcza w obszarze kultury niemieckiej, które podnoszą kwestie wnikliwych i faktograficznych całościowych  badań nad latami II wojny.

Pojawia się tu, w relacji autora, jednostronny, by nie rzec tendencyjny przekaz, nieuwzględniający stanu aktualnych  studiów historyków  nad tym zdarzeniem, określanym jako tzw. krwawa bydgoska niedziela. Chciałoby się w tak poczytnym kompendium, jak Kalendarz Bydgoski 2015, czytać obiektywną narrację o tych bolesnych wypadkach. W naukowej historiografii funkcjonują  od  początku dwie tezy o przyczynach tzw. krwawej bydgoskiej niedzieli.  Badacze dysponują bowiem zarówno  relacjami Polaków, że to dywersja niemiecka i taką samą ilością relacji Niemców,  rodowitych bydgoszczan, którzy twierdzą coś zupełnie innego. Autor, niestety,  eksponuje jedną tezę, nie wspominając o drugiej. To musi budzić sprzeciw.

Tymczasem pogłębione kwerendy archiwalne i analizy nowych dokumentów, do których dotarł prof. Włodzimierz Jastrzębski, naukowiec bydgoskiej uczelni, wskazują, że w mieście w pierwszych dniach września  działały uzbrojone grupy cywilów. Miały one za zadanie bronić  miasta. W okolicznych wioskach blisko Bydgoszczy, w tym czasie, zginęło ponad 800  Niemców, cywili, od dziesiątków lat mieszkańców  tych terenów. Również w Bydgoszczy w pierwszych dniach września  zaczęto strzelać do niemieckich mieszkańców miasta. Badacze dokumentują pierwsze, całkowicie niewinne,  ofiary m. in. spośród miejscowych niemieckich  rzemieślników.

Wyrażamy nadzieję, że wydawcy Kalendarza Bydgoskiego, na przyszłość, jednak ustrzegą  się do podobnej tendencyjności, relacjonując skomplikowaną przeszłość miasta.

                                                                       (red.)